The Legend of Zelda: Tri Force Heroes [RECENZJA]

Komentarz

Akcja Gry Mobilka Recenzje gier

Lubię grać w dobre gry. Jeszcze bardziej lubię, gdy dobre gry mogę zabrać wszędzie ze sobą. Lubię grać w Tri Force Heroes.

N3DS_TLOZ-TriForceHeroes_illustration_05

Muszę wam napisać wprost. Nie jestem wielkim fanem Zeldy. Przygody szpiczastego Linka nieszczególnie mnie wciągały. Nintendo ma tyle innych ciekawych postaci i gier jak Mario, Pokemony, Squidy itd., że naprawdę jeśli jakaś gra/postać nie przypadły mi do gustu to chyba nic się nie stanie.

To, że wszelkiego rodzaju Zeldy nie są moimi ulubionymi („naj, naj”) grami, pozwoliło mi trochę chłodniej i bardziej obiektywnie spojrzeć na tytuł, który prawdę mówiąc, byłby równie mocno grywalny, gdyby nie miał dopisku „zelda” w tytule. 

I tu zatrzymam się na chwilę.  
W trakcie grania w kolejny spin-off gier Nintendo zastanawiam się, czy ten producent gier i sprzętu (oraz nie tylko) boi się swoich gier, czy stara się wyciągnąć (żeby nie powiedzieć brzydko: „wydoić”) z nich jak najwięcej. Już tłumaczę. Otóż najnowsza Zelda: TFH jest grą świetną i nie dlatego, że zawiera magiczny, przyciągający jak magnes dopisek „The Legend of Zelda”. Wszelkie Zeldy raczej obchodziłem bokiem, więc nie czuję tego „hajpi”, nakręcenia, że to kolejna wspaniała gra z serii. Nie. Tri Force Heroes samo w sobie jest świetną, bardzo dobrze zrealizowaną grą, dostarczającą ogromne ilości zabawy, pomijając cały „zeldowy” motyw. Czy Nintendo bało się, że taki tytuł nazwany jakkolwiek inaczej nie będzie tak mocno przyciągał? Nie będzie taką dobrym hitem i nie sprzeda się w ogóle? Prawdę mówiąc, gdyby gra nazywała się Mario: Tri Force Heroes i miała zmienione postacie Linka na Mario i Luigiego, to gra byłaby dokładnie taka sama, dostarczała tyle samo przyjemności i zapewne oceniłbym ją tak samo. Nie ukrywam, że w końcowym efekcie, trochę nie spodobała mi się polityka nazywania spinoffów znanymi markami tylko po to, by się sprzedały. Nie mniej, nie tylko Nintendo tak robi (Hitman GO, Fallout Shelter, itd.) i nie mówię, że są to złe gry, po prostu dobitnie widać, że w pierwszej kolejności producent nie tworzy świetnej gry dla gracza, ale nastawia się na ekstra sprzedaż.

Wracając do recenzji: 
W nową Zeldę możecie zagrać na konsoli Nintendo 3DS, czyli tak naprawdę zabrać ją ze sobą wszędzie gdzie jesteście i gdzie macie (potencjalne) połączenie internetowe. Kojarzycie może darmowe The Legend of Zelda: Four Swords (Anniversary Edition na 3DSa)? Podobało się? Tri Force Heroes jest w tym guście, tylko dużo, dużo lepsze. 

N3DS_TLOZ-TriForceHeroes_illustration_02Na samym starcie powiem jedno. Nie warto podchodzić do tej gry jeśli nie macie 3DSa podłączonego do internetu. Przekonajcie również znajomych do zakupu gry, bo granie samemu jest co prawda możliwe, ale nie ma sensu. Musicie mieć ekipę dokładnie 3 osób.

Tak – gra stawia na współpracę. Multiplayer i jeszcze raz multiplayer – rozwiązany zgodnie z definicją i logiką Nintendo. Oznacza to, że gra jest w późniejszych etapach dość trudna i od niektórych wymagać będzie podwójnej dawki myślenia. Z drugiej strony interakcja z graczami jest bardzo przyjemna i nie okraszona wszędobylskim multiplayerowym hejtem. Po prostu gra celuje wyłącznie w pozytywne emocje graczy i tylko takie można ukazać.

Tri Force Heroes fabularnie jest moim zdaniem dość słabe i tylko tłumaczy mniej więcej, dlaczego musimy walczyć i współpracować. Gra w ogóle nie nawiązuje kanonicznie do żadnej części pełnej Zeldy i jak już wcześniej wspomniałem, mógłby być osobnym tworem z totalnie innym tytułem. Nawet nasz główny bohater nie nazywa się Link, tylko „Hero” (chociaż we wszystkich zapowiedziach używany jest „Link”, w trakcie gry jesteśmy jasno nazywani „Hero”), księżniczką nie jest Zelda tylko „Styla” i w ogóle to nie jest Hyrule tylko Hytopia i w ogóle. (gra jest świetna, tylko nadal nie uważam, że jest to „Zelda”).

3DS_LoZ-TFH_E32015_SCRN_1

W ekstra dużym skrócie fabularnym mogę powiedzieć, że zła wiedźma rzuciła klątwę na księżniczkę Stylę, która zamiast pięknych ciuszków dostała strój który dla mnie jest połączeniem stroju Imakuniego z Zentai suit (tak, tak, wygląda, jakby pani księżniczka zaraz miała iść okraść jubilera). Jednak dla niej to przeżycie niesamowicie koszmarne i panna nie pokazuje się praktycznie nikomu. Na to król stwierdził, że trzeba dopaść jędzę i przywrócić księżniczce dawny blask. No cóż, to wszystko staje się ciekawsze po tym jak dowiadujemy się, że pewna babcinka która będzie nam szyć nowe stroje (czytaj: pomagać) jest… siostrą wiedźmy (i nie, nie jest to spoiler).

3DS_LoZ-TFH_E32015_SCRN_5Stroje! No tak, gra opiera się na strojach. (czy ja już wspominałem, że to nie jest dla mnie „Zelda”?) w trakcie przechodzenia poziomów, będziemy otrzymywali zawsze jakiś przedmiot, który będzie składnikiem do stworzenia jakiegoś stroju. Przedmioty będzie można również kupić, albo zdobyć na inne sposoby, jak chociażby przez losowanie. W każdym razie wszystko co zdobędziemy w grze, łącznie z rupiami (czyżby „oznaka” Zeldy?) da się wykorzystać do stworzenia nowego stroju. Ciuszków jest kilkadziesiąt do wyboru, a każdy daje coś innego. Jest strój, który daje więcej życia, pozwala wyrzucać większe bomby, strzelać więcej strzał, nie tracić życia podczas spadania i tak dalej, możliwości jest od groma. Zasada zakładania stroju jest bardzo dobrze rozwiązana. W trakcie gry, najpierw wybieramy planszę, a dopiero potem strój którego ulepszenie nam pomoże. Warto więc wybrać strój z dodatkowymi strzałami, jeśli wiemy, że będziemy strzelać na danej planszy z łuku. Oczywiście niektórym złośliwym graczom rodzi się pytanie „czy można chodzić bez stroju”? Oczywiście, że można (tylko po co?) Tak formalnie to zawsze trzeba wybrać jakiś strój, ale możemy wybrać wersję podstawową bez bonusów i też będzie dobrze. (No dobra, nie da się „nie” wybrać stroju).

No to świetnie, mamy już strój i wiemy mniej więcej dlaczego walczymy. Czas napisać trochę więcej o planszach bo te… są genialne! 

N3DS_TLOZ-TriForceHeroes_illustration_04Ogólnie mamy 8 krain, każda z innym motywem (las, woda, ogień itd.) W każdej krainie są 4 poziomy a w każdym poziomie są 3 plansze, czwarta z bossem, a piąta z odbiorem nagród. Do ogrania jak widać jest dużo miejscówek, a nic nie stoi na przeszkodzie, żeby w przyszłości twórcy dodali nowe (chociaż znając Nintendo, daję sobie uciąć rękę, że tak nie będzie).

Plansze są niesamowicie zróżnicowane i wymagają bardzo intensywnej współpracy, a czasami dość mocnego główkowania. Większość zagadek jest bardzo logiczna i nie powinna przysporzyć problemów. Najciekawiej jest, kiedy gracze odgadną co trzeba zrobić, by iść dalej, ale ich nieporadna współpraca doprowadzi do powtarzania kilkanaście razy tych samych sekwencji ruchów, a w końcowym efekcie – do załamania nerwowego. Co by tu nie mówić, dla mnie projekty poziomów są stworzone na najwyższym poziomie i za to twórcom należy się wielki plus. Na planszach są normalne potwory do ubijania (standardowo mamy zawsze miecz, ale każda plansza da nam jakieś dodatkowe tymczasowe „narzędzie”) i są miejsca do główkowania, przesuwania, przeskakiwania, czy balansowania. Dla każdego znajdzie się coś dobrego.

Nowa Zelda ma w sobie też coś z… Diablo III (tak, nie żartuję!). Dlaczego? Gra wymaga od nas mozolnego zbierania (lub kupowania za rupie) przedmiotów z których tworzymy stroje. Czasami więc trzeba „grindować” konkretne plansze, by wyskoczyły nam odpowiednie przedmioty. Przypomina to właśnie trochę Diablo w którym co chwile wychodzi się na konkretne plansze, czy szczeliny by zdobyć konkretne przedmioty. Dla niektórych taki sposób gry może być na dłuższą metę męczący i nudny. Moim zdaniem nie jest aż tak źle. Nie wymaga się od nas po 50 sztuk danego przedmiotu, tylko po 3, 4 lub 5, więc ich zdobywanie nie powinno być aż tak uciążliwe.

3DS_LoZ-TFH_E32015_SCRN_8

No to jeszcze kilka słów o interakcji w multiplayerze. W grze my, jak i nasi herosi komunikujemy się wyłącznie za pomocą czegoś w rodzaju „emotikon”. Nie działa mikrofon, nie ma klawiatury, są tylko twarze roześmianego, witającego, smutnego, czy rzucającego przedmiot Linka (ekhm: „Herosa”). Taki sposób interakcji jest świetny – pozwala jasno i czytelnie w każdym języku pokazać o co chodzi i zabiera z gry cały hejt. Niestety brakowało mi trochę ikon w stylu „poczekajcie”, albo „za mną” (jest „do mnie”, ale to nie to samo, zwłaszcza na niektórych planszach, uwierzcie). Co nie zmienia faktu, że komunikacja w takiej formie jest bardzo łatwa, szybka, jasna i praktyczna. Jest tylko trochę niedokładna.

3DS_LoZ-TFH_E32015_SCRN_10

Najnowsza Zelda: Tri Force Heroes jest grą świetną. Jest tytułem, który pozwoli rozegrać albo jedną, albo kilkanaście partyjek na raz, ale w końcowym efekcie zatrzyma na długie godziny. Ja osobiście najbliższy czas spędzę wyłącznie w Hytopii na przygodach z nieznajomymi graczami, z którymi zwiedzimy kawał krainy i… poszyjemy kilka strojów 😉

Recenzja została napisana przez gopix’a – redaktora zaprzyjaźnionego portalu AntyGaming.com – dziękujemy. 😉